sobota, 30 listopada 2013

No i pada...

   ...deszcz ze śniegiem. Najgorsza pogoda z możliwych. Szaro, ponuro i ciemno. Nic mi się nie che, a pokój czeka na sprzątnięcie. Dobrze, że Oskar jeszcze śpi, bo gdyby wiercił się w brzuszku to ze sprzątaniem byłoby ciężko. Taki z niego akrobata.


   Wczorajszy dzień minął fajnie. Obiad smakował wszystkim. Teść nie mógł się nachwalić, a mąż zajadał się z uśmiechem na ustach. Dobry miałam pomysł z tą zapiekanką. 
   Dzisiaj jedziemy do moich rodziców i wracamy jutro. Pewnie jak zwykle z wałówką. A u rodziców będziemy świętować trzecie urodziny mojego siostrzeńca Krystiana. Siostra z rodziną już od wczoraj tam są, brat z dziewczyną jak zawsze na miejscu, a my dzisiaj wyruszamy. Oczywiście wcześniej musimy zahaczyć o któryś supermarket, żeby kupić prezent jubilatowi. Mamy do wyboru Topaz i Biedronkę. Myślę, że znajdziemy coś dla niego. 
   W poniedziałek z rana jadę na badanie: test obciążenia glukozą. Zastanawiam się jak wypić ten płyn i go nie zwrócić. Muszę pamiętać, żeby kupić jutro cytryn i wycisnąć sok na popicie tego słodkiego "napoju". W przychodni spędzę pewnie jakieś 3 godziny, więc relację z badania zdam dopiero wieczorem. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza